17 miesięczny Filip Banaś z Dolnego Śląska, jeśli ma mieć szansę, by żyć, musi rozpocząć leczenie 23 października. Terapia w niemieckiej klinice w Greifswaldzie to już jego ostatnia szansa na życie. Filipek choruje na bardzo złośliwego raka jamy brzusznej, ale jest szansa. Może pomóc mu terapia, która kosztuje 2 mln zł.

Chłopczyk od urodzenia choruje na neuroblastomę - bardzo złośliwego raka jamy brzusznej.
W Polsce wyczerpano wszystkie możliwości leczenia. Jedyną nadzieją jest terapia w Niemczech, która kosztuje 2 miliony złotych.

10 na 10 - tyle punktów uzyskał mały Filip Banaś tuż po swoich narodzinach.
Kamila Banaś, mama chłopca, mówiła nam, że Filip był zdrowym, dużym chłopcem. Dopiero przy wypisie ze szpitala, gdy lekarze zaproponowali profilaktyczne badanie USG brzucha, pani Kamila usłyszała, że jej syn ma raka.

- Lekarka, która badała Filipa, powiedziała mi: Pani syn ma raka. Nie mogłam w to uwierzyć. Chciałam, żeby jeszcze ktoś zobaczył syna, by potwierdzić diagnozę - tłumaczy Kamila Banaś i dodaje, że wtedy spanikowała. - Nie wiedziałam co mam robić, Filip miał urodzić się zdrowy.

Filipowi zrobiono badania, które niestety potwierdziły diagnozę. Chłopiec ma neuroblastomę - bardzo złośliwego raka jamy brzusznej. 2-tygodniowy Filip musiał znów wrócić do szpitala, tym razem na onkologię.
Złośliwy guz usadowił się w okolicy nadnercza i ciągle rósł - aż osiągnął 6 centymetrów.

W lipcu 2016 roku, gdy chłopiec miał 2,5 miesiąca, lekarze postanowili wyciąć guza.
- To był najgorszy czas w moim życiu - przyznaje pani Kamila. Guza udało się wyciąć w całości. Była więc nadzieja. Do grudnia. Wtedy wykryto przerzuty. Do wątroby, kości piszczelowych i kości czaszki. Filip miał pół roku, gdy zaczął chemioterapię. Jego mama nie ukrywa, że syn ciężko znosił leczenie.

- Najgorzej było w marcu i kwietniu. Nie chciał ani jeść, ani pić. Miał przepalony przełyk - mówi ze smutkiem. - Niestety guz nie reagował na chemię. Bierzemy już 10. cykl, a wszystko stoi w miejscu. Nowotwór Filipa jest odporny. W Polsce wyczerpały się nam możliwości leczenia.

Rodzice Filipka Banasia postanowili, że nie mogą dalej czekać.
Znaleźli klinikę w Greifswaldzie w Niemczech, gdzie chłopcu zaproponowano leczenie składające się z chemioterapii i przeciwciał. Szefowa Przylądka Nadziei, prof. Alicja Chybicka, przyznaje, że leczenie w Niemczech to szansa dla Filipa.

- Nowotwór tego chłopca rósł już w łonie matki. Chemioterapia nie pomogła. Nowotwór chłopca jest odporny na leczenie, dlatego też uważam, że terapia przeciwciałami GT2, która jest terapią biologiczną, może dać efekty - oznajmia prof. Chybicka.

Dziś rodzice Filipa Banasia wiedzą jedno - że trzeba się śpieszyć, bo 23 października Filip zaczyna leczenie w Greifswaldzie. Do 20 października rodzice muszą zapłacić za leczenie. Dwa miliony złotych - tyle kosztuje terapia będąca kombinacją chemioterapii i przeciwciał.

- Mam nadzieję, że Filip nie będzie pamiętał tego wszystkiego. Jest jeszcze mały, ale już przyzwyczaił się do szpitala. Nie płacze, gdy widzi lekarzy - mówi mama chłopca.

Filipowi można pomóc: - wpłacając pieniądze na konto Fundacji Siepomaga, ul. Za Bramką 1, 61-842 Poznań, Numer w Alior Banku 65 1060 0076 0000 3380 0013 1425,
IBAN: PL SWIFT: ALBPPLPW, Tytułem: 7294 Filip Banaś darowizna - wysyłając SMS-a na numer 72365 o treści S7294 (koszt 2,46 brutto - w tym VAT) - robiąc przelew online.



Charytatywnie

Komentarze (5)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

arfft (gość) (sabcia)

jedno działanie nie wyklucza drugiego, szczególnie kiedy potrzebna jest błyskawiczna reakcja. uważam, że w tak dramatycznej sytuacji mędrkowanie o procedurach jest drugorzędne wobec potrzeby zwykłej ludzkiej pomocy i chociaż wyrażenia wsparcia. nie znam też procedur NFZ jeśli chodzi o takie niestandardowe (przynajmniej z polskiej perspektywy) zabiegi, szczególnie za granicą, ale z moich innych doświadczeń wynika, że wymagają one sporo papierologii (nic dziwnego, chodzi o ogromne środki) i czasu na rozpatrzenie. Mam zresztą nadzieję, że rodzinie malca uda się zdobyć pomoc NFZ. I w takiej sytuacji na pewno nie będę oczekiwał zwrotu przecież małej kwoty. Niech posłuży mu w tym małym stopniu do pokrycia tysięcy innych potrzeb jakie taki mały pacjent ma - leczenie nie kończy się na zabiegu.

Pomagam (gość) (sabcia)

Szybciej uzbieramy niż doprosimy się nfz o refundację....jestem ciekawa jak Ty byś się zachowała/chowal gdyby chodziło o Twoje dziecko.

sabcia (gość)

dziwne, jeśli nie ma możliwości leczenia w Polsce, jest profesor, który potwierdza ze tamta terapia ma sens, to wystarczy zgłosić się do NFZ - takie leczenie jest finansowane. dziwne, ze nie ma mowy o próbie skorzystania z nieodpłatnego leczenia, a od razu zbiórka.